Witamy
Aleksandra:
W trakcie studiów medycznych uświadomiłam sobie, że to czego ludzie chorzy potrzebują to nie tylko leki, ale również wsparcie : wysłuchanie, uwaga, towarzyszenie, szacunek. Zobaczyłam, że osamotnienie pogłębia cierpienie.
To co chciałabym by w mojej pracy było autentyczne to kontakt z drugim człowiekiem.
Jako psychiatra nie chcę być kojarzona wyłącznie z wypisywaniem recept.
Czuję, że potrzebne jest coś więcej. Nie wyobrażam sobie mojej pracy bez wątku terapeutycznego. Oczywistością wydaje mi się chęć zrozumienia drugiej osoby i jej sytuacji – „wejście w jej buty”
Wiem, że trudno jest zaufać i otworzyć się przed obcym, także przed lekarzem. ale mam świadomość, że i ja również mogę znależć się po drugiej stronie i być tą potrzebującą pomocy innych.
Prawdą jest, że człowiek zawsze jest szerszy niż jego problem, choć często tego nie widzi i wydaje mu się, że to problem znacznie go przerasta. Tymczasem jest on szansą i zaproszeniem do pewnej nowej drogi.
Często ludzie próbują radzić sobie z życiowymi kłopotami w sposób niewłaściwy bądź też udają, że ich nie ma. W ten sposób szkodzą sobie lub niszczą swoje relacje z bliskimi.
Dobrze jest zacząć pracę już na tym etapie, zanim skutki takich postaw ujawnią się w postaci nerwic, uzależnień, psychoz lub dolegliwości psychosomatycznych albo spowodują rozpad więzi. Bywa, że to bliscy chorego pierwsi szukają pomocy i to zwykle jest początkiem zmian w dobrym kierunku.
Marcin:
Wielokrotnie odbierałem telefony : od żony, która ma dosyć pretensji męża o niepopełnione zdrady, córki, która boi się szalejącego ojca, matki załamanej tym, że syn przez lata pozostaje bierny, nie podejmując aktywności bez żadnej wyraźnej przyczyny, bądź syna, którego matka czuje się osaczona i szpiegowana przez sąsiadów. Zdarzał się czasem ktoś kto po prostu nie radzi już sobie z piciem. W rozmowach zawarta była często prośba o wizytę w domu, na którą odpowiadałem pozytywnie.
W miarę możliwości jako swoiste pogotowie psychiatryczne.
Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że jest to ważny odcinek pracy terapeutycznej w rodzinach, gdzie często istnieje problem rodzący mnóstwo emocji i krępujący zmagające się z nim osoby przez wiele lat. Wymaga on innych działań i głębszego zaangażowania.
Zobaczyłem, że jest to równie potrzebne jak praca z osobami, które zgłaszają się do mnie świadome swoich zaburzeń emocjonalnych.
To zadecydowało o charakterze mojej obecnej aktywności zawodowej.
